Uzdrawiające szepty, czyli warsztat współczesnego znachora.

dodano: 21 września 2015

Czasy się zmieniają, medycyna konwencjonalna się rozwija,  a jednocześnie upada może więc pora szukając pomocy, sięgnąć do źródeł medycyny ludowej.

Medycyna alternatywna zna wiele metod ludowych pochodzących z całego świata. Do Polski również przyjeżdżają różnej maści uzdrowiciele. Wszelkie rodzaje uzdrawiania są w zasięgu ręki współczesnego polaka. Przyjeżdżają amerykańscy szamani, parający się zielarstwem lekarze z Tybetu czy Indii, ajurwedyści, chińczycy, filipińczycy itd. itd. Czy to dobrze? Tak to dobrze bo każdy chory ma większe szanse trafienia do osoby, która może go uzdrowić. Przyjeżdżają również i naciągacze ale na to nie mamy wpływu. Trzeba przy poszukiwaniu takiego uzdrowiciela wierzyć tzw. „poczcie pantoflowej”, a nie najpiękniej nawet napisanemu artykułowi sponsorowanemu w gazecie.

Kimkolwiek by nie byli ci uzdrowiciele, mają jedną rzecz, która ich wszystkich ściśle ze sobą łączy bez względu na miejsce ich pochodzenia. Tym łącznikiem w szeroko pojętej medycynie alternatywnej jest podejście do człowieka. Traktowanie człowieka jako całości. Człowieka w którym ciało, umysł, duch współgrają i współistnieją. Każdy uzdrowiciel pracuje z energiami napełniającymi to ciało, ten umysł, tego ducha, a właściwie usuwa zaburzenia w przepływie energii w ciele, umyśle, duszy proszącego o pomoc człowieka.

Natomiast metody czy techniki, którymi uzdrowiciel się posługuje są wypracowane przez pokolenia przodków tego uzdrowiciela. Pokolenia które również żyły na tym samym terytorium z którego pochodzi uzdrowiciel. Stare chińskie przysłowie mówi: „chcesz być zdrowy jedz to co rośnie w twej krainie, pij wodę, która płynie w twej krainie i niech cię uzdrawia twój wioskowy lekarz”.

Jest w tym pewna racja. Dla uzdrowienia większości ludzi najlepsze będą np. zioła z miejsc w których ci ludzie mieszkają. Będą po prostu najskuteczniejsze dla danego genotypu ludzkiego zamieszkującego ten obszar. Istnieją też ludzie, którzy z łatwością mogą poddawać się wszelkim sposobom uzdrawiania i wszystkie te sposoby mogą być dla nich skuteczne. W ich przypadku wchodzi w grę karma. Są to tzw. stare dusze czyli takie, które mają za sobą wiele wcieleń i wcielały się już w różnych życiach w różnych miejscach na ziemi. Jeśli podświadomość takiego człowieka rozpozna metodę leczenia, która już kiedyś okazała się skuteczna i doprowadziła do wyzdrowienia to i tym razem z wielką ochotą zapragnie uczestniczyć w takim uzdrawianiu.

Wróćmy jednak do skutecznych metod pochodzących z miejsc w których się żyje.

My pochodzimy stąd, z Polski. Nasze stare metody uzdrawiania są mało znane i mało popularne. Bardzo kojarzone z ciemnogrodem lub zabobonami albo traktowane jako lokalny folklor nadający się tylko do badań etnografów. Żaden współczesny człowiek nie chciałby być z czymś takim kojarzony. Tymczasem współcześni znachorzy również powinni dostosować swoją wiedzę i umiejętności do potrzeb współczesnego człowieka. Już nie wystarczy umiejętność zdjęcia zwykłego uroku rzuconego przez nieżyczliwego sąsiada. Teraz trzeba nauczyć się zdjąć urok rzucony poprzez telewizję. I nie jest to żaden ponury żart. Rośnie ilość dzieci, które mają „urok” po oglądaniu dobranocki. Współczesność niesie więc współczesne wymagania. Co zatem robi prawdziwy, współczesny znachor? Prawdziwy współczesny znachor dostosowuje się do tych wymagań. Jako ten, który wybrał drogę życia „służyć i pomagać” będzie robił wszystko by sprostać wymaganiom jakie niesie za sobą ta współczesność. Skąd jednak ten znachor będzie wiedział jak sobie radzić z tymi współczesnymi urokami? I jak to się dzieje, że np. formuła dawnego odczyniania dziecięcych uroków jest nadal skuteczna nawet na telewizyjne pokemony?

Dziecińskie ciało anielska dusza

W bojaźni Bożej niewinna

W bojaźni swojej bezwinna

Oczyść i umocnij. Amen

Wytłumaczenie jest proste. Współczesny człowiek korzystający z prężnie rozwijających się technologii, nadal posiada taką samą podświadomość. Podświadomość, która poszerza się jak olbrzymia biblioteka o nowe doznania ale która nadal posiada swoje lęki i frustracje i związane z nimi emocje wynikające i ze starych i nowych doznań. Te lęki, frustracje i często bardzo negatywne emocje są nadal takie same jak dawniej. Powodują taki sam jak dawniej przestrach.

Wydaje się, że kiedyś było to wszystko dużo prostsze. Znachorów nie widywało się w mieście. Większość żyła na wsi. Nie było dostępu do leczenia lub był on bardzo ograniczony i ludzie musieli sobie radzić tak jak mogli. Uzdrawianiem zajmował się np. owczarz. Owczarze zajmowali się przeważnie zwierzętami. Ich wiedza bazowała na doświadczeniu wynikającym z życia wśród tych zwierząt. Potrafili więc przynieść ulgę czy uratować chore zwierzę. Natomiast osoba uznana przez miejscowych za znachorkę potrafiła już zaradzić różnym dolegliwościom i ludzi i zwierząt. Człowiek żył według kalendarza przyrody. To przyroda wyznaczała rytm jego życia. Znachor czy znachorka ściśle znali ten rytm bo sami w nim uczestniczyli. Wykorzystywali go w swojej pracy. Znachor to ten co znał chorobę. Większość znachorów znała określony typ chorób i bazowała na uzdrowicielskich przepisach nauczonych przez osobę, która przyuczyła ich do tego zawodu. Zawsze był to inny znachor lub znachorka. Nikt natomiast nigdy nie wiedział kto, kiedy i z jakiej przyczyny po raz pierwszy użył czy stworzył taki, a nie inny przepis na wygonienie choroby. Natomiast nieliczni znachorzy wiedzieli skąd tak naprawdę wzięła się choroba w człowieku czyli znali prawdziwą przyczynę powstania choroby. Ci co wiedzieli przyczynę byli już nie tylko znającymi chorobę. Byli wiedunami lub wiedunkami albo bardziej pospolicie wiedźminami lub wiedźmami (nie mylić z czarownicami i czarownikami, którzy zajmowali się czarną magią). Wiedźmy podobnie jak znachorzy mogły być „rodzone” czyli pochodzić z rodu gdzie wiedza była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Mogły być też przyjęte lub nauczne czyli oddane przez rodzinę w zamian za np. uzdrowienie, a czasami z chęci pozbycia się dziecka, które zostało uznane za dziwne. Dziecko takie swoim wyglądem lub zachowaniem odbiegało od otoczenia. Mogło być także siódmym dzieckiem siódmego dziecka. Wiedźma biorąc takie dziecko od małego przyuczała je do zawodu. To dziecko chodziło z nią po zioła. Brało udział we wszelkich pracach i gospodarskich i znachorskich i od małego przywykało do cykli przyrody, do pracy z żywiołami. No i po śmierci wiedźmy dziedziczyło cały warsztat jak również wszystkich ewentualnych chorych zamieszkujących okolicę. Przeważnie było tak, że każda osoba parająca się znachorstwem czy wiedźmiństwem miała swoje gospodarstwo, kawałek ziemi pod uprawą. Jej znachorstwo czy wiedźmiństwo było rzeczą ważną ale zawsze jakby dodatkową do zwykłego życia. Do zwykłej troski o chleb powszedni.

W swojej pracy znachorzy czy wiedźmy wspomagały się znajomością ziół. To im zawdzięczamy współczesne ziołolecznictwo obecnie tak gnębione przez Unię Europejską na zlecenie koncernów farmaceutycznych.

Niektórzy ze znachorów zamawiali chorobę szeptanymi modlitwami lub formułkami. Kto dziś wie co to znaczy zamówić chorobę . Zamówić dziś można wszystko nawet zakupy z dostawą do domu. Tymczasem w znachorstwie oznacza to odwrócenie biegu choroby. Zmianę polaryzacji z choroby na zdrowie. Zamówiny to inaczej zaklęcie tej choroby by odeszła tak by nigdy już nikomu nie szkodziła. Uroku uroku jakżeś z baby idź do baby, Jakżeś z chłopa idź do chłopa Jakżeś z wiatru idź do wiatru, Jakżeś z pola idź do pola, A najlepiej na suche korzenie

Niech cię nie widzi Boże stworzenie .

Można też było odczynić zło lub chorobę. Odczynić czyli przywrócić stan pierwotny.

Do dziś żyją na Podlasiu „szeptuchy” czyli szepczące kobiety. Niestety większość z nich nie chce dzielić się swoją wiedzą. Nie rozumieją potrzeby by przetrwała ta wiedzy poprzez przekazywanie jej uczniom. Tym sposobem wiedza jest skazana na śmierć wraz ze śmiercią „szeptuchy”.

Te zaś, które podzieliły się wiedzą z jakimś uczniem przetrwają w opowieściach tego ucznia o tym kto ich tego nauczył. Przetrwa też sama wiedza ku pożytkowi ludzkiego szczęścia, zdrowia i dobrobytu.

Znachorki przeważnie traktowały chorobę czy też tak zwanego pecha jako urok rzucony przez innego człowieka. Wiedunki natomiast rozróżniały urok od klątwy czy zwykłego przestrachu .

Urok rzeczywiście może być rzucony przez drugiego człowieka. Można się też zauroczyć samemu. Zauroczyć nie oznacza nic innego jak zaślepić . Urok jest formą zaślepienia naszej świadomości. Zaślepienie czyli urok dotyczy zawsze jednej dziedziny życia.

Przychodzący do mnie klient mówi na przykład: nie mogę znaleźć pracy chociaż spełniam wszystkie warunki w ofertach poszukujących specjalistów w moim zawodzie. Nawet jak nie zgłosi się żaden inny kandydat to i tak nie przyjmują mojej oferty. Pomyślicie, że widocznie taki człowiek nie spełnia wymagań? Mylicie się. Dla pracodawców będzie trochę przezroczysty, trochę niewidoczny i na pewno odpychający. Urok rzeczywiście odpycha od człowieka dobre dla niego możliwości. Klątwa natomiast działa blokująco na wszystkie dziedziny życia. Schemat działania klątwy jest natomiast zawsze taki sam. Człowiekowi owszem udaje się zacząć realizować jakieś projekty czy plany jednak do sukcesu w ich realizacji nie dochodzi. Tak jakby człowiek mógł dojść tylko do jakiejś niewidzialnej bariery i wtedy z większą lub mniejszą ale zawsze nagłą siłą następowało fiasko wszystkich zamierzeń. I z reguły jest tak, że za klęską w jednej dziedzinie jak w przewracających się kostkach domina następują klęski w kilku dziedzinach życia. Czegokolwiek się nie dotknę zamienia się w g…. jak powiedział jeden z moich klientów. I zawsze dzieje się tak samo. Najpierw wszystko wskazuje, że możliwy jest sukces i raptem wszystko wali się nawet nie wiadomo jak i dlaczego. Czuję się tak jakbym ja stwarzał coś dobrego, a jednocześnie jakaś siła za moimi plecami czuwa nad tym by zło się dokonało i wszystko mi zniszczyło.

No cóż działanie klątwy nie było by klątwą gdyby nie było bolesne. Już w swym zamierzeniu ma być dotkliwe i bolesne dla osoby dźwigającej klątwę . A przecież klątw może być kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt. Wszystko w zależności od siły życiowej osoby ją rzucającej . Przeważnie taka osoba jest pod wpływem wielkiego wzburzenia negatywnych emocji. Złorzeczy w wielkiej złości lub nienawiści. Przeklina w imię Boga lub Jezusa Chrystusa dodając klątwie jeszcze większej ciężkości. Czasami nie odpuszcza w swym złorzeczeniu wiele lat. Czasami zaś zwyczajnie martwi się.

Jeden z moich klientów miał ciągłe problemy w pracy. Zajmował się handlem obwoźnym. Zauważył, że ilekroć ma wyruszyć w trasę, a jego dziadek nie chciał żeby jego ukochany wnuczek jechał to w momencie próby wyjechania poza ogrodzenie domu, psuł mu się samochód, a on sam zaczynał źle się czuć i odczuwał irracjonalny lęk przed jazdą. To tylko przykład działania pomniejszej klątwy.

Znachor czy szeptunka, bez względu na to do kogokolwiek trafił by ten dorosły już przecież wnuczek zdjąłby taką klątwę ale nie oszukujmy się było by to tylko połowiczne działanie. Mała była by skuteczność. Następny niepokój dziadka o wnuczka skutkował by kolejną klątwą. W tym wypadku skuteczność znachora po jednorazowym zdjęciu klątwy byłaby bardzo niska. Znachor nie może przecież zmienić warunków życia tego człowieka. Przecież ten człowiek po zabiegu zdjęcia klątwy wróci do swojego życia do swoich zajęć i do swojego kochanego zresztą, martwiącego się wiecznie o niego dziadka. I co robić w takiej sytuacji jeśli nie można zmienić warunków życia i odsunąć się od osoby która nas sukcesywnie obklątwia . Najpierw trzeba zapalić woskową świecę najlepiej gromnicę. Trzykrotnie głęboko odetchnąć i trzykrotnie powiedzieć z mocą: Moc Boga, która mnie ochrania, otula i wypełnia jest silniejsza od wszystkich klątw płynących do mnie od ludzi znanych mi i nieznanych. Pokój z nimi. Pokój ze mną. Pokój we mnie. Amen.

Potem natomiast trzeba podjąć pracę nad sobą i próbować znaleźć odpowiedź na pytania: czemu ja pozwalam by ta klątwa miała na mnie wpływ albo co we mnie pozwala na działanie tej klątwy ? Można również zapytać jaki mój podświadomy lęk pozwala by ta klątwa miała na mnie wpływ?

Zawsze jest bowiem tak, że przyjęcie na siebie działania tej klątwy zależy od nas samych. Ściśle współgra z naszymi podświadomymi lękami. Im bardziej się boimy czy martwimy tym działanie klątwy może być szybsze i skuteczniejsze. Dlatego też współczesny znachor będący już wiedunem czyli tym który wie i widzi przyczynę, będzie starał się ze swoim klientem pracować trochę inaczej niż dotychczas było to praktykowane. Oprócz zdjęcia klątwy przy pomocy modlitewnego rytuału przy wykorzystaniu znachorskich akcesoriów (np. jajka, wosku czy świec) będzie też (jeśli potrafi) pracował z człowiekiem nad oczyszczeniem jego podświadomości z lęków oraz wzmocnieniem i podniesieniem świadomości czyli głębszego zrozumienia zachodzących w życiu tego człowieka zdarzeń. Jeśli sam nie potrafi, powinien odesłać klienta do osoby, która potrafi pracować z oczyszczaniem podświadomości i z przywracaniem wiary we własne możliwości. Na przykład do znajomego mu regresera® lub psychoterapeuty. Wtedy dopiero za jakiś czas szeptuńskie: uroku uroku jakżeś z mroku idź do mroku, na suche korzenie niech cie nie widzi Boże stworzenie, gdzie ptak nie doleci, Słońce nie doświeci będzie całkowicie i do końca skutecznym uzdrowieniem człowieka i jego życiowej sytuacji.

Współczesny znachor lub wiedun, to również ten, który dokładnie wie, że nie odsyła się negatywnych energii zdjętej już klątwy czy uroku do nadawcy czyli do osoby, która je rzuciła. Będzie się starał zneutralizować te energie w czasie zdejmowania. Zdaje sobie bowiem sprawę, że odsyłanie do nadawcy jest zwyczajnym uprawianiem czarnej magii czyli szkodzeniem drugiemu, przeważnie nieświadomemu tego co uczynił człowiekowi. Zdaje też sobie sprawę o odpowiedzialności karmicznej jaką by wziął na siebie po odesłaniu takich zdjętych energii do nadawcy. Mądry wiedun stara się nie tworzyć negatywnej karmy. Rozumie dokładnie znaczenie wieduńskiej modlitwy o Boskie prowadzenie bo każde jej słowo jest głęboko wyryte w jego duszy.

Idę ja sługa Boży…..

Czystą drogą,

Czystym polem,

Czystą ścieżką

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego

Idę czystość zaprowadzić,

Nieczystość usunąć

Panie Boże spraw,

że oczyszczenie moje najsilniejsze

Zabezpieczenie moje najmocniejsze

Bo idę ja sługa Boży…..

Czystą drogą

Czystym polem

czystą ścieżką…

Znaczenie Boskiej opieki i powierzanie się tej opiece w swojej pracy jest niezbędne w znachorskiej służbie. Siła i moc współczesnego znachora czy wieduna tak jak przed laty nadal zależy od wewnętrznej czystości duszy bo tylko czysta dusza i czyste serce może poprowadzić czystym polem, czystą drogą, czystą ścieżką.

Elżbieta Starko